środa, 2 września 2015

Rynek w Krakowie: zabytkowe samochody, gołębie

Byłam na krakowskim rynku w pewną upalną niedzielę lipca i zrobiłam trochę zdjęć.
Miał wtedy miejsce na rynku Konkurs Elegancji Pojazdów Zabytkowych oraz wystawa „weteranów na czterech kółkach”.
Konkurs ten odbywa się już od 41 lat. Pierwszy raz miał miejsce w maju 1974 roku.
Zrobiłam kilka zdjęć starych samochodów.
Gołębie to nieodłączna część rynku. Warto przypomnieć legendę o krakowskich gołębiach - rycerzach księcia Henryka Prawego.
       "Historia ta działa się w czasach, kiedy na ziemiach krakowskich rządził Henryk IV Prawy. Książę był człowiekiem bardzo ambitnym i żądnym władzy. Jego marzeniem była koronacja na króla. Henryk wiedział jednak, że nie zdobędzie korony jeżeli nie będzie miał poparcia Stolicy Apostolskiej.
       W tamtych zaś czasach przychylność papieża zdobywało się odpowiednio dużymi datkami na Kościół. Henryk IV Prawy był zamożnym władcą, ale nawet całe jego złoto nie wystarczyłoby, aby zrobić wrażenie na głowie Kościoła. Książę zastanawiał się więc, jak mógłby zdobyć odpowiednie środki na podróż do Rzymu.
       Z pomocą przyszła mu podkrakowska wiedźma. Czarownica przemieniła drużynę księcia w gołębie i rozkazała im polecieć na wieże kościoła mariackiego. Tam zaklęte ptaki zaczęły dziobać, odłupywać mury świątyni, a spadające na ziemię kamyki zamieniały się w monety z najczystszego złota.
       Książę łapał monety, aż uzbierały się trzy wozy pełne złota. Wtedy czarownica rzekła, by Henryk jak najszybciej ruszył do Rzymu starać się o koronę. Obiecała mu, że gdy wróci do Krakowa jako król, jego drużyna stanie u jego boku znów w ludzkiej postaci
        Henryk niezwłocznie wyruszył. Droga do Rzymu była jednak daleka, a książę był człowiekiem bardzo rozrzutnym. Lubił pić najlepsze wina i miody, jeść najdroższe potrawy. I tak w czasie podróży jego wozy ze złotem szybko zrobiły się puste. Nic nie zostało, by przekonać papieża do poparcia koronacji Henryka.
          Książę nie powrócił już do swego grodu. Zaczarowane gołębie do dziś zaś czekają na swego pana na krakowskim rynku. Chętnie przysiadają na ramieniu przyjezdnych z nadzieją, iż ujrzą w końcu
Henryka i odzyskają ludzką postać".
Tego dnia był ogromny upał i dlatego zainstalowano na rynku kurtynę wodną. Największą radość miały dzieci. Dorośli również chętnie się chłodzili wodą (ja też). Przyjemnie być opryskanym w taki gorący dzień.
I oczywiście dorożki i konie. Od razu nasuwa się myśl, że konie źle się czują podczas upału. 
Sprawdziłam w internecie, że w przypadku gdy temperatura powietrza przekroczy 28 stopni °C, dorożkarze nie mogą stacjonować w godzinach 13-17 na Rynku Głównym, Małym Rynku i Placu Szczepańskim. Dorożkarze powinni korzystać z zacienionych postojów wyznaczonych przez władze miasta. Znajdują się one przy placu Mariackim, przy Barbakanie, na fragmencie ul. Szczepańskiej, a także koło Wawelu.
Straż Miejska regularnie sprawdza, czy dorożkarze stosują się do zapisów umowy dotyczących godzin postojów. Okazuje się, że dorożkarze bez konieczności przypominania zjeżdżają na zacienione postoje w wyznaczonych godzinach.

11 komentarzy:

  1. Nie znałam legendy o krakowskich gołębiach, ale teraz już wiem czemu są takie odważne i siadają ludziom na rękach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Samochody lubię, gołębi nie, chociaż wiem, że to staromiejska wizytówka wielu miast. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja nie cierpię gołębi! wrrr...Legendę o nich zaś lubię:) Fajne te stare samochody!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Legenda jest ładna, a gołębie niestety nie są w moim typie; szczególnie nie lubię ich nachalnego zachowania :)

      Usuń
  4. Bardzo lubię takie zabytkowe samochody. Nie znałam tej historii z gołębiami:) Jak byliśmy z mężem w Krakowie, to właśnie zwróciliśmy uwagę na te dorożki:)
    Buziaki!:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorożki bardzo ładnie się prezentują na rynku :)

      Usuń
  5. Haniu, u Ciebie jak zawsze ciekawie; można zawsze coś się dowiedzieć i obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gołębie to stali bywalcy prawie wszystkich rynków w miastach. Te ptaki wycwaniły się na tyle, że wiedzą, że między ludźmi łatwiej o lepsze kąski ;)
    Piękny ten rynek w Krakowie. Konie i bryczki jednak sporo wpływają na klimat miasta.

    OdpowiedzUsuń