środa, 23 sierpnia 2017

Ujazd - Bolechowice - Dolina Bolechowicka - Zelków - Wąwóz Zelkowski

Wybrałam się na wycieczkę z przewodnikiem do Doliny Bolechowickiej. Zaczynamy wyprawę od miejscowości Ujazd. Uroczy jest widok z Ujazdu, na początku naszej trasy. Mam wrażenie, że nie wszyscy doceniają ten poniższy widok - potrójny, harmonijny.



Na początku, po wejściu na szlak, spotykamy budynek Ochotniczej Straży Pożarnej w Ujeździe. Św. Florian jest patronem strażaków, dlatego jego postać została tu umieszczona.
Kierujemy się w stronę Bolechowic, Doliny Bolechowickiej. Mijamy po drodze śliczne kwiaty i trawy. Kwitnie już nawłoć pospolita, inaczej zwana mimozą. O niej śpiewał Czesław Niemen: Mimozami jesień się zaczyna.
Dość często spotykamy przydrożne kapliczki, przeważnie z wizerunkiem Matki Boskiej, ale zdarzają się także kaplice z Jezusem ukoronowanym na krzyżu.
Ta poniższa jest z napisem: Boże, pobłogosław naszej ziemi.
I piękne maki. Tak rzadko je widziałam w tym roku.
Doszliśmy do kościoła w Bolechowicach. Właśnie skończyła się msza, więc mogliśmy wejść i obejrzeć wnętrze świątyni.
Pierwsze wzmianki o kościele św.św. Piotra i Pawła pochodzą z XIV wieku. Prezbiterium jest najstarszą częścią kościoła, zbudowaną w stylu gotyckim.
Na ścianach i na suficie jest dużo fresków.
Ten fresk podoba mi się najbardziej - na poniższym zdjęciu.
Chrzcielnica jest wykonana z czarnego marmuru dębnickiego.
Widok na kościół.
Wchodzimy do Parku krajobrazowego: Dolinki krakowskie.
Przed nami piękne skały Doliny Bolechowickiej. Jest to najmniejsza z siedmiu największych dolinek krakowskich.
Znana jest ze skalnej Bramy Bolechowickiej.
Znajduje się tu również krasowe źródło, które jest pomnikiem przyrody.
Bardzo często można tu spotkać amatorów wspinaczki. Poniżej pokazuję kilka osób wspinających się na skałach.
Oto część naszej grupy. Dolina jest bardzo mała - najmniejsza z siedmiu największych dolinek. Można jednak znaleźć na trawie miejsce na wypoczynek.
Po niedługim odpoczynku wchodzimy do rezerwatu przyrody Wąwóz bolechowicki.
W końcu trafiamy do Zelkowa. Wieś jest położona pomiędzy Doliną Bolechowicką a Doliną Kluczwody.
Usytuowanie miejscowości sprawia, że jest wygodnym punktem do zwiedzania tych dolin, szczególnie najbliższych: Bolechowickiej, Kobylańskiej i Doliny Będkowskiej. Przebiegające przez miejscowość szlaki turystyki pieszej i rowerowej umożliwiają zwiedzenie również dalszych z tych dolin: Doliny Szklarki, Racławki i Eliaszówki.
Zauroczyło mnie jeziorko z kaczkami, pomostem i nenufarami. Zrobiliśmy tu sobie krótki postój.
Na kapliczce jest wymienione nazwisko fundatorów.
Wchodzimy do Doliny Kluczwody.
Wkrótce spotykamy na jednym z ogrodzeń domów tablicę informacyjną: W tym miejscu, wzdłuż potoku Kluczwody w okresie zaborów Polski w latach 1815-1914 przebiegały granice cesarstwa Austrii i Rosji.
Wracamy do Krakowa autobusem z miejscowości Biały Kościół.
Żegna nas przydrożna dziewanna.


6 komentarzy:

  1. Bardzo często bywam w tych okolicach.
    Uwielbiam te wszystkie dolinki.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawniej bywałam częściej w dolinkach; potem była jakaś przerwa
      i teraz znowu chętnie odwiedzam krakowskie dolinki.
      Dziękuję za komentarze :)

      Usuń
  2. Beautiful photos, Hanna! Thank you so much for sharing this lovely tour!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thanks, Linda! You give me great motivation to write new posts in my blog.
      I'm very grateful for your comments :)

      Usuń
  3. Piękna wędrówka!
    Lecz
    Nawłoć i mimoza to dwie zupelnie różne rzeczy! Mimoza to symbol wrażliwosci a trudno o roślinę mniej wrażliwą i bardziej odporną niż nawłoć! Nie ruszą jej ani grad, ani wichry ani przymrozki. Nawłoć w konteksie mimozy pojawiła się w tytule tekstu popularnonaukowego kilka lat temu bodajze brzmiał on "Nawłociami nie mimozą jesień się zaczyna". Potem kilka osób w tym ja wpuściła tego mema w blogosferę i ... jak widać prowadzi to do pomyłek.

    "Czarny marmur" to nazwa potoczna, mylna. By stać się marmurem osadowa skała wapienna musi przejść pełen proces metamorfozy głębinowej i stać się krystaliczną. Wapienie Dębnickie takich cech nie posiadają, co oczywiscie nie znaczy że nie są piękne.

    Pozdrowienia dla reszty ekipy i przewodnika, bo trasa swietnie wybrana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się z Twoich poprawek. Myśle, że każdy czytający to zapamięta.
      Tyle lat mówiło się nawłoć lub mimoza - okazuje się coś innego.
      Dziękuję za uzupełnienie mojej wiedzy :)

      Usuń