sobota, 7 marca 2026

Grafika prof. Wejmana

Pod koniec lutego byłam na wernisażu grafiki. Nie pożałowałam. Na wystawie zebrano około 300 grafik z różnych okresów twórczości profesora.

Stanisław Wejman, syn Mieczysława, urodził się w 1944 roku w Jędrzejowie. Od zawsze związany z Krakowem, wraz z żoną, Anną Sobol-Wejman, tworzy niezwykły artystyczny duet grafików należących do pokolenia debiutującego na przełomie lat 60. i 70. XX wieku. Studiował na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w pracowni swojego ojca, profesora Mieczysława Wejmana. Jest profesorem zwyczajnym krakowskiej ASP.

Przez wiele lat prowadził pracownię miedziorytu, a w latach 1990–1993 pełnił funkcję dziekana Wydziału Grafiki ASP w Krakowie. Brał udział w ponad 200 wystawach zbiorowych i indywidualnych w kraju i za granicą. Jego prace znajdują się w wielu znaczących kolekcjach muzealnych, m.in. w MoMA w Nowym Jorku, Graphische Sammlung Albertina w Wiedniu, a także w zbiorach Muzeów Narodowych w Polsce (w Krakowie, Warszawie i Poznaniu), Muzeum Sztuki w Łodzi oraz w zbiorach Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy.

Prof. Stanisław Wejman, jeden z najważniejszych polskich grafików współczesnych. Artysta i pedagog związany z krakowską Akademią Sztuk Pięknych przez dziesięciolecia kształtował kolejne pokolenia twórców.

















Zamalowywał pudełka papierosów na znak buntu i przekory przeciw ostrzeżeniami zdrowotnymi. Pudełek jest mnóstwo.



























piątek, 27 lutego 2026

Wiersz: W niebieskościach cyjanotypii

 W listopadzie byłam na wystawie "Monochrom" w Muzeum Fotografii (Mufo) przy ul. Rakowickiej. Jest to wystawa udowadniająca, że zdjęcia czarno-białe mogą być kolorowe. Jest kilka metod, dzięki którym można uzyskać taki efekt. Jest to m.in. sepia i cyjanotypia. Nie robiłam zdjęć, ale pod wpływem wystawy powstał wiersz.


W niebieskościach cyjanotypii

niby zdjęcia czarno-białe

a kolorowe

dzięki sepii cyjanotypii

nabierają barw


wernisaż w muzeum fotografii

zdjęcie w sepii:

na pierwszym planie

elegancka kobieta na krześle

otoczona trójką dzieci

za nią stoi mąż

w równie eleganckim ubraniu


krajobrazy

zdjęcia rodzinne

przypadkowi przechodnie

zachwyty ludzi


chciałabym być na zdjęciu

ośnieżonego widoku tatrzańskiego

w niebieskościach

cyjanotypii


Zdjęcie wykonane techniką sepii:

Zdjęcie wykonane techniką cyjanotypii:

Zdjęcia z Internetu

wtorek, 17 lutego 2026

Ojcowski Park Narodowy

Pod koniec grudnia wybraliśmy się z córką i synem do Ojcowskiego Parku Narodowego. Po prostu chcieliśmy gdzieś pojechać, a ten park jest przecież niedaleko Krakowa. Był mróz, grabiały ręce, dlatego nie zrobiłam wielu zdjęć. Chcieliśmy zobaczyć najbardziej znane formacje skalne.

Ojcowski Park Narodowy jest położony około 20 km na północ od Krakowa, na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej. I aż trudno uwierzyć, że wystarczą dosłownie dwa kwadranse podróży z centrum miasta, aby dotrzeć do parku. Zachwyca architekturą, formacjami skalnymi, jaskiniami, zamkami oraz uroczą Doliną Prądnika. Co prawda jest najmniejszym parkiem narodowym w Polsce, ale zdecydowanie bardzo ciekawym. Nie bez powodu symbolem Parku są nietoperze, których można tutaj spotkać bez liku.














Brama Krakowska jest jedną z najbardziej znanych ojcowskich formacji. Niegdyś przez dolinę biegł szlak kupiecki z Krakowa na Śląsk i stąd wywodzi się nazwa Bramy. Zgodnie z legendą przesmyk przez skalną bramę powoli się zamyka. A gdy już zatrzaśnie się na dobre, wówczas świat zakończy swój los.
U wylotu wąwozu Wrześnik, znajduje się Igła Deotymy. Jest to samotnie stojąca smukła igła skalna. Nazwa została nadana na cześć Jadwigi Łuszczewskiej. Była ona poetką, która szukała natchnienia w ojcowskiej naturze, a przy okazji pisała pod pseudonimem Deotyma i wedle wszelakiego prawdopodobieństwa mieszkała w willi tuż obok Igły.

Ostatnim ostańcem jest słynna Maczuga Herkulesa, oddalona od centrum Ojcowa o nieco ponad 6 km. Stoi ona na straży Zamku w Pieskowej Skale. Podobno, choć geolodzy temu bardzo mocno zaprzeczają, to nie siły natury ją stworzyły, a miały tutaj udział moce czarcie. A wszystko to oczywiście dzięki Panu Twardowskiemu, który umiejętnie podpuścił samego Diabła.