sobota, 26 września 2015

Wiersz o jesieni dla dzieci: Melancholia

Melancholia

Zasmuciły się chmury,

zapłakały,
i rzęsistą ulewę
wypłakały.

W melancholijnej porze

jesiennej
chmury często łkają
tak rzewnie.

Teraz z nimi łka całe

miasteczko
i ja też sobie chlipię
ździebeczko.


niedziela, 20 września 2015

Krzemieniec (Kremenaros): Przełęcz Wyżna - Mała Rawka - Wielka Rawka - Krzemieniec

Góra Krzemieniec, zwana też górą Kremenaros, to cel wielu bieszczadzkich wycieczek. Spośród innych gór wyróżnia ją to, że tu zbiegają się granice trzech państw: Polski, Ukrainy i Słowacji.
Aby dojść na górę Krzemieniec, wyruszyliśmy z Przełęczy Wyżniańskiej.
Wkrótce po wejściu na teren Bieszczadzkiego Parku Narodowego (wejście jak zawsze płatne) spotykamy około 10 krów odpoczywających w cieniu. Wszystkie w takich jasnych kolorach. Bardzo miły widok :)
Po wejściu do parku szliśmy zielonym szlakiem
Niedaleko od wejścia na szlak znajduje się Bacówka pod Małą Rawką, nieduża, ale zadbana. Spodobał mi się tutejszy sposób wydawania posiłków. Pan wydający posiłki (może to był prowadzący schronisko) zapisywał imię osoby zamawiającej. Następnie wołał np.: "Grzegorzu, zapraszam po jajecznicę!" albo "Magdo, zapraszam po herbatę!".
Początkowo oczywiście droga prowadziła przez las. Taki już jest schemat bieszczadzkich wycieczek: najpierw droga przez las (bukowy, a później świerkowy), a po wyjściu z lasu połoniny i piękne krajobrazy; zejście drogą przez las. Podsumował to mój syn, mówiąc, że wszystkie wycieczki są takie same i przez to trochę nudne. Nie wiem, czego się spodziewał :) Mnie osobiście to nie przeszkadzało.
Bieszczadzkie szlaki są bardzo dobrze zadbane, umocnione, z udogodnieniami dla turystów.
Na połoninach dużo czerwonej jarzębiny.
Szlak prowadzi przez Małą Rawkę (1267 m). Dla wielu turystów jest to oczywiście miejsce postoju i odpoczynku na drewnianych ławkach.
Kierujemy się w stronę Wielkiej Rawki (1304 m), idąc żółtym szlakiem. Mijamy piękne połoniny. Krzemieńca stąd nie widać. Zasłania go szczyt Wielkiej Rawki.
Na szczycie Wielkiej Rawki znajduje się betonowy słup, dawny znak geodezyjny.
Po drodze mijamy wiele osób. Spotykamy starszą panią, samotnie wędrującą, którą kilka dni wcześniej widzieliśmy na Tarnicy. Mijamy też kobietę z synem, która nas rozpoznaje i mówi, że dwa dni wcześniej spotkaliśmy się na Połoninie Caryńskiej. Ja jej nie pamiętam; jednak miło jest być zapamiętanym :)
Słowacka i ukraińska nazwa góry Kremenaros jest całkiem podobna do polskiej nazwy Krzemieniec - Kremenec. Nazwa Kremenaros funkcjonuje  między innymi na mapach. Skąd się ta nazwa wzięła?
Są dwie teorie na ten temat. Pierwsza mówi, że jest to nazwa pochodząca z języka łemkowskiego lub bojkowskiego. Druga, oficjalna, że - z języka węgierskiego. Ten teren należał kiedyś do Austro-Węgier i niektóre słowa mogły pozostać. Spotkałam się jeszcze z trzecią, wymyśloną przez kogoś, raczej osobistą teorią: Jest to nazwa łemkowska lub bojkowska; jednak oficjalnie mówi się, że jest to nazwa węgierska, aby zatrzeć ślady po dawnych mieszkańcach tym ziem. Trudno dociec prawdy.
Z Wielkiej Rawki do Krzemieńca prowadzi niebieski szlak.
Do Krzemieńca dochodzi się wzdłuż granicy polsko-ukraińskiej. Prowadzi nas ścieżka przez las.
Polskie słupy graniczne są najbardziej estetycznie wykonane: z godłem i napisem Polska, czego nie ma na słupach ukraińskich i słowackich.
Kremenaros to zbieg granic Polski, Słowacji i Ukrainy. Miejsce to jest oznaczone granitowym obeliskiem - prostopadłościanem o podstawie trójkąta.
Góra Kremeneros sama w sobie nie jest ani pięknym, ani nadzwyczajnym miejscem. Jest to miejsce zalesione z jednym tylko widokiem, który pokazuję na zdjęciu poniżej. Wyróżnia ją jedynie to, że tu zbiegają się granice trzech państw.
Wszyscy robili sobie zdjęcia przy znaku granicznym, z każdej strony - polskiej, słowackiej i ukraińskiej. Widziałam tu nawet Grzegorza (tego od jajecznicy w schronisku) z wnukiem.
Wracaliśmy tą samą drogą. Przejście całego szlaku zajęło nam około cztery godziny - zgodnie z prognozami na mapie turystycznej.

sobota, 12 września 2015

Wenecja - wspomnienie

Dzisiaj przedstawiam zdjęcia z Wenecji sprzed kilku lat. Zdjęcia dotyczą różnych miejsc - wybrane raczej przypadkowo bez podziału na tematy.
Przyjechaliśmy do Wenecji wczesnym wieczorem, słońce już zachodziło - tak jak widać na kilku poniższych zdjęciach. Był to początek października, wjeżdżaliśmy do miasta tramwajem wodnym. Bladoróżowe światło zachodzącego słońca dodawało uroku budynkom przy Canale Grande. Byłam pierwszy raz i przyznaję, że miasto mnie zauroczyło, jak tylko je zobaczyłam.
 Ludzie często przyjeżdżają turystycznie do Wenecji na jeden dzień. My byliśmy tu kilka dni, dlatego mieliśmy okazję zobaczyć miasto o różnych porach dnia, niektórym miejscom przyjrzeć się dokładniej. Mieszkaliśmy w starej kamienicy przy Canale Grande obok przystanku Ca' Rezzonico.
W Wenecji ma się wrażenie, jakby czas się zatrzymał. Wiele miejsc przypomina ilustracje z baśniowych opowieści. Przyjemnie się spacerowało po tych romantycznych zaułkach.
Pomimo że był to październik, było bardzo dużo turystów. Trudno wyobrazić sobie, jaka jest ich ilość w środku lata.
Byliśmy również na wyspie Lido oraz na wyspie Murano, a tu oczywiście na pokazie wytwarzania szkła.
Na pewno nie będę oryginalna, jeśli napiszę, że bardzo spodobały mi się wąskie uliczki z małymi mostami i gondole. I oczywiście woda, kanały - to jest największą zaletą tego miasta. Gdyby nie woda, miasto nie zrobiłoby na mnie wielkiego wrażenia. Piękny jest blask słońca odbijający się w wodzie, a wieczorem kolorowe światła Wenecji.
Piękny jest Plac św. Marka, pałac, bazylika. Jednak nie pałace, nie budynki, ale połączenie miasta z wodą najbardziej mnie urzekło.

Obejrzeliśmy większość najważniejszych miejsc z programu zwiedzania :) Płynęliśmy gondolą. Poniżej kilka zdjęć.
Byliśmy również na mszy w Bazylice św. Marka. W takim miejscu zwykła msza staje się specjalnym wydarzeniem :)
Przejrzałam kilka wierszy i cytatów dotyczących Wenecji w internecie i najbardziej mi się spodobał wiersz Mieczysławy Buczkówny:
"Dopiero widok Wenecji
Gdy u wyjścia rozbłysła
Na czystym płótnie niebios
Wyjęta ze snu
A z kamienia i wody
Rzeczywista –
Kazał mi stanąć z zachwytu" (Wenecja: biennale w: Kartki z podróży).
Układ zdjęć może się wydawać chaotyczny. Zamieściłam je tak specjalnie, aby powstało ogólne wrażenie Wenecji, a nie uporządkowany opis.